Dlaczego nie boję się podwyżki płacy minimalnej

  • by

Jesień 2019. PiS wygrywa kolejne wybory. 3 lata później płaca minimalna podwyższona zostaje do poziomu 4000zł brutto. Część przedsiębiorstw bankrutuje. Część podwyższa ceny – za chleb płacimy 10 złotych. Część firm zmuszona jest zwolnić pracowników – niektórych oczywiście zatrudniają z powrotem, na czarno. Inflacja galopuje. Bezrobocie wzrasta. Polska gospodarka umiera. Państwo staje się niewypłacalne. Większość kraju zostaje inkorporowana do Niemiec w zamian za przejęcie naszego długu, większość, bo Podlasie w referendum wybiera swoich wschodnich braci. Przez Prawo i Sprawiedliwość Polska znika z map, tak jak w 1795.


Interesuję się ekonomią od, powiedzmy, dziesięciu lat. Uczęszczałem nawet na studia z nią związane. I zawsze w mediach był ktoś, kto zwiastował nadchodzący ekonomiczny armageddon. Na przykład taki Korwin – gdyby jego przewidywania były prawdziwe Unia zdążyłaby upaść ze 20 razy w ciągu ostatnich kilku lat. Tak samo kiedyś karierę na straszeniu apokalipsą chciał zrobić prof. Rybiński. Nie słyszałem o nim już od dłuższego czasu. Może gdyby krach nastąpił byłoby inaczej. Ale nie nastąpił.

Zmierzam do tego, że mając jakieś tam wykształcenie ekonomiczne powinienem obawiać się skutków takiego podwyższenia płacy minimalnej, jakie chce zafundować nam PiS. Tylko że obserwując ich ruchy na scenie politycznej potrafię jedynie wzruszyć ramionami, bo wiem, że coś wymyślą i jakoś to będzie.

I nie zrozumcie mnie źle, jestem pierwszą osobą do krytykowania tej partii. Ogromna większość ich postulatów i zmian, jakie wprowadzają, ma, lub będzie miała, zdecydowanie negatywny skutek na nasze życie.

Jeżeli podniesienie płacy minimalnej poskutkuje wzrostem szarej strefy, powinniśmy się tylko cieszyć – państwo ograbi nas z mniejszej części wypłaty. Jeżeli ceny zaczną rosnąć zbyt szybko, nie chcę oczywiście tutaj dawać PiSowi żadnych pomysłów, ale podejrzewam że coś z nimi zrobią. Na przykład spróbują je zamrozić podatkiem od wzrostu cen. Albo będą dopłacać sklepom (zamkniętym w niedziele) w zamian za utrzymanie cen na stałym poziomie, oczywiście pożyczonymi pieniędzmi. Coś wymyślą, apokalipsa nie nadejdzie.

A gdyby rzeczywiście miała nadejść to przecież można wyjechać. Dopóki nie zamkną granic, oczywiście, ale wtedy też się coś wymyśli.

I taka sytuacja (apokalipsa, nie zamknięcie granic) też miałaby swoje plusy – może ludzie zobaczyliby, do czego prowadzi taka polityka. Obawiam się jednak, że winą obarczeni byliby Kaczyński, Morawiecki, w skrócie – PiS, a nie prawdziwy złoczyńca. Państwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *